Karczma na Discordzie Dołącz do naszej grupy na FB!
Strona główna » Wojna Krwi – świetna gra która padła ofiarą własnego rozrostu?
Publicystyka

Wojna Krwi – świetna gra która padła ofiarą własnego rozrostu?

Czemu Wojna Krwi słabo się sprzedała?

Po ostatnim podsumowaniu finansowym od CD Projektu otrzymaliśmy wieść o słabej sprzedaży Wiedźmińskich Opowieści: Wojny Krwi. To znaczy nie tyle słabej, co nie spełniającej oczekiwań Czerwonych. Jakie to oczekiwania były i czy nie były zbyt wygórowane w stosunku do gry, która miała być tylko dodatkiem do innej produkcji? Pewnie dowiemy się w jakimś wywiadzie z przedstawicielami „Cedepu” w dalekiej przyszłości. Pytanie tylko, czy do tego punktu w czasie będziemy jeszcze mogli usłyszeć o planach wobec  serii Wiedźmińskich Opowieści, czy padnie ona ofiarą rynku i przepadnie? Czy ten cykl, mimo bardzo dobrej realizacji pierwszej produkcji spod jego szyldu, czeka kasacja? W tym artykule to dla Was przeanalizuję.

Tutaj znajdziecie raport finansowy CD Projektu.


Słów kilka o Wojnie Krwi

Kampanię ukończyłem niespełna tydzień temu i wywarła na mnie pozytywne wrażenie. Wartka fabuła, zdrady, nieczyste zagrywki i bohaterska Meve, która mimo wpadnięcia w pułapkę intryg nie ulega deheroizacji i na koniec odmienia losy przegranej wojny. Materiał na kasową produkcję, nieprawdaż? Zupełnie w stylu Czerwonych – w pisaniu takich scenariuszy są mistrzami. W połączeniu ze wspaniałymi aktorami głosowymi, narratorem i bogatym polem do eksploracji (mam tutaj na myśli przede wszystkim poboczne questy i znajdźki w postaci skrzynek) mamy produkcję wręcz idealną pod względem realizacji przygody.

Znalezione obrazy dla zapytania wojna krwi screeny

Z drugiej strony mamy samą grę zamkniętą w ramy klasycznego RPG, która mi przypomina interaktywną planszówkę. Ma to swój urok i klimat – spodobało mi się. Jest jednak pewien szkopuł – gry w takiej formie nie mają podstaw do odnoszenia komercyjnego sukcesu w dobie gier AAA. Nie mają szans stać się nawet kultowe – nie te czasy, nie ta epoka. Większość graczy (głównie casualowych) oczekuje od produkcji singlowych rozmachu, detali i jakości, jakie serwuje chociażby Wiedźmin 3, Read Dead Redemption 2 czy God of War 3 i wolą dołożyć nawet dwukrotność ceny Thronebreakera na taki produkt, aniżeli zapłacić połowę za specyficzną grę, mogącą się podobać tylko określonej grupie odbiorców. Ludzie w spółce raczej powinni się z tym liczyć i nie oczekiwać od Wojny Krwi złotych gór, nawet mając na uwadze pozytywne recenzje growych portali.

Nie odbiegając jednak od moich wrażeń z Thronebreakera – nie jest on produkcją bez wad. Poziom trudności pt. Łamacz Kości połamał by co najwyżej ości szprotce. Karciane bitwy, szczególnie w Rivii stają się monotonne i schematyczne, jakby były robione na jedno kopyto. Balans niektórych kart jest nieprzemyślany, zaś znaczenie ulepszania obozu jest marginalne przez mnogość łupów do zebrania na mapie. Te niedociągnięcia mają pewien wpływ na odbiór tytułu szczególnie u weteranów multiplayera, do których należę.

Przejdźmy teraz do analizy Wojny Krwi na podłożu rynkowym.

R E K L A M A

Czego oczekiwali gracze po Wojnie Krwi?

Od początku było mówione, że Wojna Krwi to kampania do Gwinta, która miała wprowadzić wprowadzić do niego dodatkową zawartość (m.in. karty) i przedstawić krótką historię Meve. Miała ona być dłuższa i znacznie bardziej złożona niż przygody w Hearthstone i rozgrywać się na mapie, a walkę z przeciwnikami oferować w formie rozgrywki w Gwinta.

Co dostali?

Dużą, rozległą grę, która oddzieliła się od multiplayera i urosła do znacznie większych rozmiarów pod względem zawartości.

Rodzi się pytanie – czy twórcy nie przeszarżowali?

Ciężko jednoznacznie na nie odpowiedzieć. Z jednej strony Wojna Krwi to z fantazją zrealizowana przygoda, wzorcowo odtwarzająca klimat „oldskulowych” gier RPG. Z drugiej strony, jej wielkość i kształt mogły zostać z powodzeniem zawarte w węższych ramach, dzięki czemu nie trzeba byłoby jej wydawać jako osobnej gry i dać graczom to na co czekali, czyli fajną kampanię do Gwinta, a nie rozbudowaną grę z elementami karcianki. Ponadto mam wrażenie, że usunięcie marki Gwint z loga gry bardziej zaszkodziło niż pomogło marketingowo Wojnie Krwi. Większość fanów uniwersum Wiedźmina (niekoniecznie Gwinta) zakodowało sobie w głowie to, że WK ma być kampanią do Gwinta (bo zapewne spróbowali Gwinta i im nie przypasował lub go porzucili) i z tego powodu z automatu tytuł ich nie zachęcił, zaś gracze kojarzący Gwinta i grający w niego mogli zostać zawiedzeni takim obrotem spraw, odstraszeni ceną (ponieważ spodziewali się jedynie dodatku do gry free to play pewnie w okolicach 50 zł, a nie 100 zł) i niepewnością wobec Homecoming.

Mało tego, gracze czekali na tą kampanię ponad rok! Hype zdążył gdzieś wyparował, a marketing wznowiono dopiero w październiku, czyli stosunkowo późno. Wszystko to spowodowało, że Wojna Krwi stała się jak list bez odbiorcy – nie dla fanów Wiedźmina 3, nie dla fanów Gwinta. Więc dla kogo? Nie tak to sobie wyobrażali twórcy, którzy chcieli poszerzyć grupę docelową, a nie ją zawężać, dodając przedrostek Wiedźmińskie Opowieści przed tytułem.

Podsumowując, można wysnuć następujące przyczyny słabej sprzedaży Wojny Krwi:

  • Przesunięcie daty premiery o ok. rok
  • Zbyt późno uruchomiona kampania marketingowa
  • Nagła zmiana koncepcji z kampanii singlowej do Gwinta na oddzielną grę
  • Projekt Homecoming, który zdestabilizował Gwinta

Konsole i Steam na ratunek?

Premiera Homecoming i Wojny Krwi nie miała jeszcze miejsca na PS4 i Xbox One, więc jeszcze nie taki Morkvarg pogrzebany. Zakładam, że jakaś część graczy konsolowych ma w planach zakup WK jak i sprawdzenia nowego Gwinta, chociaż nie oszukujmy się – Thronebreaker nie ma porażających wymagań sprzętowych i zapewne znaczna większość graczy posiadających konsole Sony i Microsoftu mogła sobie pozwolić na zakup gry na swojego peceta. Ponadto gra została niedawno wypuszczona na Steamie, a renoma tej platformy jest nieporównywalnie większa od GOGa, więc słupki sprzedaży pójdą w górę.

Co dalej z Wiedźmińskimi Opowieściami?

Na razie jest za wcześnie na ogłoszenie sądu ostatecznego nad najnowszym dzieckiem „Cedepu”. Poza tym muszą takowy wydać sami twórcy, biorąc pod lupę swoje finanse. Te są obecnie obciążone produkcją Cyberpunka 2077, która ma być już grą na najwyższym poziomie i przynieść spółce rangę światowego hegemona na rynku gier. Dlatego ośmielę się postawić przewidywanie, że na kolejną odsłonę Wiedźmińskich Opowieści sobie poczekamy. Długo. Albo nie doczekamy się jej wcale.

Znalezione obrazy dla zapytania wojna krwi screeny

A kampanie fabularne do Gwinta?

To zależy od notowań Homecoming. A te nie wydają się wyższe niż przed HC. Napiszę więcej – one mogą być nawet niższe na chwilę obecną. Na pewno liczniki popularności powinny wzrosnąć w grudniu, kiedy do nowego Gwinta wejdą gracze dzierżący konsolowe pady. Bardzo dużo zależy też od pierwszego dodatku z nowymi kartami, bo nie ma co się oszukiwać – obecnie Gwint musi bardzo szybko nadrobić stracony czas, jaki zaprzepaścił przez niezmiernie długą betę, a bazowy set to dopiero kręgosłup pod szkielet wiedźmińskiej karcianki. Jeśli okaże się on stabilny i sprawny, wtedy twórcy mogą myśleć o dalszym dodawaniu contentu. Jeśli szkielet okaże się sparciały i rozlazły, to po prostu się rozpadnie i o kampaniach jak i o samym Gwincie będzie można zapomnieć.

CDPR musi też wyciągnąć wnioski ze swojej strategii. Czy naprawdę warto tak mocno inwestować w specyficzne gry jak Wojna Krwi, zamiast potraktować je po prostu jako dodatki do Gwinta? Czy nie lepiej jest zrobić dwie mniejsze kampanie i promować jedną markę, zamiast tworzyć nową na siłę, aby tylko usprawiedliwić tym płodność projektantów? Mimo całej swojej sympatii do Wojny Krwi, osobiście jako gracz wolałbym krótszą przygodę w niższej cenie, ale jako pełnoprawny dodatek i kampanię do Gwinta, a nie dziwny eksperyment z nową serią gier. Z całym szacunkiem do rozmachu i kunsztu wszystkich pracowników studia deweloperskiego – Wojna Krwi jest grą bardzo dobrą, ale źle rozplanowaną, od wielkości, po marketing, na długości tworzenia kończąc. Jeśli roślina rozrasta korzenie, to czym prędzej przesadza się ją do nowej doniczki, a nie czeka, aż rozsadzi ją od środka. W tym przypadku przerośniętą rośliną jest Thronebreaker, a doniczką rozbita grupa docelowa graczy. Miejmy nadzieję, że hodowca zmądrzeje po szkodzie.

Znalezione obrazy dla zapytania wojna krwi screeny


Prośby Karczmarza

I jak znajdujecie najnowszy wpis w Karczmie? Co japę rozdziawia? Tak, do Ciebie mówię! Podjadłeś? Popiłeś? Dowiedziałeś się czegoś ciekawego? No! To bardzo dobrze, a teraz bądź tak miły i doceń starania starego Karczmarza dołączając do naszej wesołej kompanii! 

R E K L A M A
zvr
Twoja reakcja
  • deRenald

    Moim zdaniem CDP widząc, że z Gwinta nie dostanie tyle kasy ile sobie zaplanował, postanowił uderzyć w serię płatnych dodatków. Stąd obszerność Wiedźmińskich Opowieści (WO) i jej wysoka cena.
    Z całości poczynań CDP względem Gwinta widać, że ich podstawowym celem jest osiągnięcie źródła stałych dochodów na jakimś tam poziomie (wiadomo, że niedorównującym zyskom z serii Wieśków, ale stałym i równym) do czasu wydania Cyberpunka, który ma rozbić bank i zalać ich strumieniem nagród i kasiory. Stąd kierunek zmian w Gwincie zmierzający do zaspokojenia gustów i potrzeb większości (nawet za cenę poziomu gry) chcącej produktu kolorowego i nieskomplikowanego, jak i postawienie na serię WO, czyli płatnych mini gier karcianych, bo dodatkiem do Gwinta nie można tego nazwać. Taka płatna minigra da zysk szybszy i pewniejszy niż mikropłatności karciankowe. I w tym kierunku będzie zmierzać strategia CDP. Oni doskonale widzą, że HC to nie jest strzał w dziesiątkę i że zmierza to donikąd już teraz. Jedyne co będą teraz robić to „ugrywać czas” kolejnymi hotfixami, updejtami i wiecznym balansowaniem gry. Przy okazji tracąc graczy z bety, na których im zbytnio nie zależy, bo liczą się chyba tylko ci nowi. Może zdążą do premiery Cyberpunka zrobić jeszcze jedną albo dwie „wiedźmińskie opowieści”, ale już z mniejszym budżetem i rozmachem, bo coś im się ta produkcja nie zwróciła tak jakby chcieli. A potem skupią się na promocji Cyberpunka i o Gwincie…przepraszam…o HC, bo Gwinta już nie ma, i o wszystkich tych „wiedźmińskich opowieściach” nikt nie będzie już pamiętał. Z całości działań CDP widać, że nie chcieli oni zrobić zajebistej gry karcianej, która potem żyła by już swoim życiem, (nawet kosztem dochodowości projektu) ale byłaby produkcją wybitną i wysokiej jakości grą, tylko kolejnym wiedźmińskim tematem do spieniężenia. Nowego wieśka już nie chcieli zrobić, nowych dodatków do W3 też nie, padło więc na gwinta, jako wiedźmińską grę karcianą. Teraz są „wiedźmińskie opowieści”. W pełni zgadzam się z autorem artykułu i przyczyn w wiecznej niedoskonałości Gwinta i teraz HC oraz powstaniu serii WO upatruję w chęci zrobienia jakiejś tam stałej kasy na czas produkcji wielkiego tytułu, ostatecznego spieniężenia czegokolwiek co ma „wiedźmina” w nazwie oraz utrzymania przy sobie uwagi graczy na firmie i jej produktach, czyli ugrania czasu do momentu wypuszczenia Cyberpunka.

    • Paweł Piskurewicz

      „Z całości poczynań CDP względem Gwinta widać, że ich podstawowym celem
      jest osiągnięcie źródła stałych dochodów na jakimś tam poziomie
      (wiadomo, że niedorównującym zyskom z serii Wieśków, ale stałym i
      równym) do czasu wydania Cyberpunka, który ma rozbić bank i zalać ich
      strumieniem nagród i kasiory.”
      Tu nawet nie trzeba patrzeć na ich poczynania. W wywiadach i deklaracjach biznesowych mówią wprost, że wchodzą w rynek gier usług, by zrobić z nich oddzielną nogę finansową, zapewniającą stały dopływ gotówki pomiędzy wydawaniem gier AAA. Gwint nie będzie jedynym takim projektem. Dodatkowo Gwint miał i ma szczególną rolę w tym ekosystemie. To na Gwincie „przepisali” całego GOG Galaxy pod obsługę gier online. To na Gwincie uczą się takie gry robić, uczą się robić gry usługi, gry F2P, gry wymagające wsparcia ze strony serwerów. A jest to ważnie nie tylko z perspektywy kolejnych mniejszych projektów, ale i AAA, bo Cyberpunk będzie miał multi, oparte właśnie na GOG Galaxy.

      • deRenald

        No więc skoro oni chcą sobie coś tam ćwiczyć, pod płaszczykiem dbania o dobro graczy i innych frazesów o ich wspaniałości i wysokiej jakości produktów, to niech sobie ćwiczą, ale beze mnie. Bo wielu graczy przywiązuje się do gier, podchodzi emocjonalnie (czyż nie o to przecież chodzi, żeby były emocje..?) a potem okazuje się, że jesteśmy niczym innym jak królikiem doświadczalnym jakichś działań CDP, ewentualnie, na ile się da, dojną krową, to ja chromolę zabawę z CDP i im dziękuję.

        Niestety, angażując się w betę Gwinta, liczyłem zupełnie na co innego. Teraz widać dopiero lepiej strategię CDP i rolę jaką mieli odegrać betatesterzy. Słabe jest to podejście CDP, ale przynajmniej tyle dobrego, że nie zapłaciłem im ani grosza za granie. I mam nauczkę na przyszłość, żeby CDP już nie wierzyć, tylko jak już, kupić gotową grę, zabrać do domu i mieć ich w dupie.

        Wtedy już ich zasrane strategie biznesowe nie będą miały wpływu na mój poziom emocji i zabawy grą.

        • Tomasz Golik

          Gdybyś zapłacił, nie musieliby robić HomeComing. Pewnie projekt w dotychczasowej formie był nierozwojowy. A milion złotych na płace dla ludzi pracujących przy Gwincie co miesiąc trzeba było wyskrobać.

          • deRenald

            Zapłaciłbym za starego Gwinta. I to w cenie pełnej ich gry typu AAAA w dniu premiery. Gdyby taki produkt wypuścili na rynek i stałbym się właścicielem kolekcji kart, z opcją grania z innymi, którzy zakupili.

            Niestety to marzenie ściętej głowy, bo „model biznesowy” zakłada „rozwój i spieniężanie” takie jak obserwujemy teraz więc musiałem obejść się smakiem.

          • Kaczor79

            „Gdybyś zapłacił, nie musieliby robić HomeComing.”
            No gdyby ciocia miała wąsy byłaby wujkiem.
            A ja właśnie płaciłem w Gwincie za karty (na rozwój projektu który testowałem) i do tego zakupiłem Wojnę Krwi. I tak tak zrobili homecoming raczej szitcoming. To co zrobili z Gwinta czyli niby (jak to devsi CDPR nazywają) mega fix, patch itd., to po prostu wydali straszne gówno i jeszcze bezczelnie nazwali je Homecoming, które nijak ma się ze starą grą. Przez tą zagrywkę czuję się wydymany przez CDPR. Raz, że będąc betatestrem czegoś co nigdy nie zostało (i miało nie zostać – dziękuję CDPR!) wydane, to do tego jeszcze głosowałem portfelem na nich. Ale teraz znając politykę tej firmy już jej nie zaufam.

  • Paweł Piskurewicz

    Ja bym dodał jeszcze jeden minus takiego rozwiązania. Wydanie Wojny Krwi jako oddzielnej gry odebrało Gwintowi darmową, fabularną kampanię dla jednego gracza. A takie kampanie są bardzo, ale to bardzo ważne, zwłaszcza z perspektywy nowego gracza. Nie bez powodu ma je obecnie każda mniej lub bardziej popularna karcianka. W Gwincie po krótkim samouczku nie ma nic co pozwoli nam lepiej wczuć się w świat gry, poćwiczyć nasze umiejętności, nauczyć się mechanik inaczej niż przez konfrontacje z żywym przeciwnikiem. To jest złe rozwiązanie. I nie, Wojna Krwi nie powinna być darmowa, ale jej kosztem, Gwint nie otrzymał żadnego trybu dla jednego gracza.

  • Maciej Lipiński

    Napisze krótko – czekam na promocję na GOG 😀 . Wojna Krwi to sympatyczna produkcja, ale cena jest zdecydowanie zbyt wygórowana jak na to, co oferuje gameplay. Jeśli zaś brać pod uwagę fabułę, to cóż – książki wciaż są tańsze.

    • Granie Z Jajem

      I nie ma w nich tyle bugów do naprawy w hotfixach ;P 😉

    • Bartosz Skórka

      Ja też czekam na promo, TB może być fajne, Gwint jest słaby, gra nie ma tła, nie ma fabuły, nie ma celu, zamiast Bilansu powinna być Meta….Trzeba było uważniej się przyglądać LOL-u a nie HS-owi

  • Strzelec Bartek

    Ja zostałem do Wojny Krwi zniechęcony przez HC. Gram w Gwinta od samego początku, przegrałem ponad 500h i po 10h z HC nie mam ochoty grać więcej. Redzi mieli fajną grę którą spartolili, i dlategoż odpuszczam sobie Wojnę Krwi, przynajmniej do czasu aż nie naprawią Gwinta Online. Teraz pozostaje mi jedynie zerwać plakat Gwinta ze ściany 🙁

  • maro893211

    Ostatnio gdy napisałem, że gra jest zbyt droga to fanboje omal mnie nie zlinczowali

  • Bakayoko

    Zawodowo zajmuje się prowadzeniem projektów marketingowych w międzynarodowym korpo – i ze zdziwieniem muszę przyznać, że jestem porażony amatorszczyzną jaką zaserwowało nam CDPR w kwestii Wojny Krwi (dot. to również – niestety – HC Gwinta). Nie chcę tu się pastwić nad Redami punkt po punkcie, dlatego zwięźle i na temat:

    Projekt WK oparto na mglistej wizji Gwinta, a następnie dokonano przerostu formy nad treścią. Do tego należy dołożyć fundamentalny błąd przy realizacji projektów – nie określono jasno, na samym początku, kto jest odbiorcą finalnym produktu: czy to ma być „core” / fanbase Gwnitowników, czy też Redzi celują w casual / random? W rezultacie gra jest dla nikogo. A wisienką na torcie jest katastrofalna kampania, a w sumie to brak kampanii marketingowej marki.

    Do tego należy pamiętać o spartolonym projekcie GWINT, którego sytuacja wygląda tak jak w korpo, kiedy dział IT chce wprowadzić wszystkim „cudowne usprawnienie”. Kij tam, że nikt tego od nich nie oczekuje, bo każdemu pracuje się dobrze na tym co ma (ewentualnie wystarczy dokonać lekkiej korekty), ale dział IT wie lepiej. Wprowadzają zatem w życie swój plan i… wszyscy marudzą, nikt nie jest zadowolony, ludzie przestają korzystać z nowego oprogramowania. Tymczasem pracownicy działu IT dumnie meldują przed zarządem, ile to oni się narobili, jakie to nowe funkcjonalności wprowadzili, itd. Następnie obwieszczają wszystkim użytkownikom, że to jest właśnie to, na co Ci użytkownicy tyle czekali…i ze zdziwieniem patrzą, jak ludzie plują w ich stronę.

    USZCZĘŚLIWIANIE NA SIŁĘ, po czym zdziwienie, że ludzie nie chcą jeszcze za to płacić / w to grać – tak krótko i na temat można podsumować produkty: Wojna Krwi & Gwint HC.

Cześć!

Sign in

Zapomniałeś hasła?

Nie masz konta? Zarejestruj się

Zamknij
z

Ładowanie...