Karczma na Discordzie Dołącz do naszej grupy na FB!
Strona główna » Niby wszystko cacy, a jednak nie do końca – słodko-gorzki komentarz o aktualizacji 3.1 i ogólnie o Gwincie
Publicystyka

Niby wszystko cacy, a jednak nie do końca – słodko-gorzki komentarz o aktualizacji 3.1 i ogólnie o Gwincie

256 zmian – ocena dużego patcha

Aktualizacja 3.1 okazała się być znacznie większa, niż wielu graczy mogło się spodziewać. Prócz fundamentalnych zmian w umiejętnościach wielu kart Królestw Północy, deweloperzy zdecydowali się na szereg lekkich zmian w kosztach werbunków oraz siłach bazowych kart, które były za słabe lub za mocne. Dlatego ten patch można uznać za swego rodzaju „mini-dodatek”, gdyż wprowadził do gry zmiany porównywalne do dodania zupełnie nowych kart do puli. Dlatego też – jak zwykle – postanowiłem dla Was przygotować podsumowanie sytuacji w grze po tejże aktualizacji. Jak wygląda meta? Czy GWINT nadal idzie w dobrym kierunku? Zapraszam do lektury!


Meta – papier, kamień, nożyce…

Znalezione obrazy dla zapytania dijkstra

Jeśli obserwujecie GWINTOWE social media i naszą bazę talii, nie zdziwi Was informacja o bardzo nudnej mecie (odnoszę się tylko do laddera, bo wiadomo że turnieje rządzą się własnymi prawami, więc i różnorodność jest nieco większa). Dijkstra, Ardal, Foltest, czasem Uzurpator czy jakieś Scoia i to by było na tyle. Wszystkie obawy graczy co do zmian w patchu 3.1 niestety się spełniły – Foltest dostał buffa z czapy, którego w ogóle nie powinien był dostawać (w Sezonie Gryfa Foltest na Niebieskich Pasach ratował słabą pozycję Królestw), zaś mniejsza ilość i skuteczność removalu skłoniła graczy ku Ardalowi, by jakoś radzić sobie z przeszacowanymi silnikami Nordlingów. Wcześniej także inne frakcje prócz Syndykatu i Nilfgaardu miały swoje narzędzia do kontroli (Skellige na przykład), więc i spektrum talii mogących im się przeciwstawić było większe. To urozmaicało rozgrywkę. Ale przynajmniej Nilfgaard ma w końcu jeden grywalny archetyp, który naprawdę do tej frakcji pasuje – tyle dobrego.

Osobnym problemem jest Dijkstra. Nowy dowódca Syndykatu bardzo szybko obnażył problematyczność Igora Haka (wiedziałem, że prędzej czy później będą z nim problemy), przez co talie, które nie mogą nawiązać walki z Sigim są od razu wyrzucane na margines, a te które go kontrują są wysoko. Przynajmniej można się poczuć jak w CBT, kiedy to naginało się balans poprzez kopiowanie Mglaków czy jakichś pasywnych enginów. A podobno CDPR uczy się na błędach…

Tryb sezonowy – bomba!

Nowy tryb sezonowy (do którego polecamy szczegółowy poradnik Veruisa z Team Aretuzy) to strzał w dziesiątkę. Wymusza zupełne przestawienie się gracza na szybkie podejmowanie decyzji, pozwala doskonale trenować „autopilotaż” talii mało złożonych (czytaj: z prostymi synergiami) oraz po prostu wprowadza powiew świeżości do gry. Do tej pory najlepszy tryb sezonowy jaki wprowadzono, przynajmniej dla mnie.

KP po zmianach wygląda dobrze…

Znalezione obrazy dla zapytania foltest

Zmiany w Północnych Królestwach były po prostu konieczne, bo ta frakcja nie miała żadnej racji bytu w grze pełnej removalu. Od samych zamkniętych PTRów przed premierą Homecoming byłem bardzo sceptycznie nadstawiony do tej frakcji, a czas pokazał, że się nie myliłem.

Odważny ruch CDPR w stosunku do Królestw był jak najbardziej na miejscu – wprowadzono to, co powinno być w grze od 23 października, rozwinięto Formację i odspawano KP od mechaniki ładunków i powolnego setupu enginów. Na wyrost wydaje się natomiast mechanika Zaopatrzenia i kart Działań Wojennych – znowu przekombinowano, jak przy Asymilacji, choć tutaj jest nadzieja, że nowy dodatek wesprze tę strategię. Powrót Załogi, czyli jednej z najbardziej skillowych mechanik OBT, można uznać za ruch odpowiedni, lecz obecnie brakuje trochę kart by skutecznie wprowadzić tę mechanikę jako kluczową dla Królestw.

R E K L A M A

Jedyne do czego można się całkowicie przyczepić, to przeszacowanie siły co niektórych kart np. Krwawego Barona czy Keiry Metz. Oferują one mocne zagrania za 10 werbunku, nawet bez spełnienia warunków co do optymalnej aktywacji ich umiejętności.

…ale jakim kosztem?

Wraz z dużymi zmianami, Czerwoni zdecydowali się (po raz kolejny) na zaserwowanie graczom casualowym łyżki dziegciu. Pytanie brzmi – ile razy jeszcze? Ile razy jeszcze niedzielny gracz, który chce sobie zagrać kilka partyjek w weekend dla rozluźnienia będzie musiał spotykać się ze ścianą z napisem „Witaj, znowu postawiliśmy przed Tobą mur”, a pod tym napisem będzie widniała kartka z całym ciągiem zmian, jakie zaszły w grze od ostatniego uruchomienia gry przez takiego gracza?

Molegion napisał na Twitterze (link do jego Tweeta macie pod spodem), że „dobrze, że twórcy uznają za priorytet wprowadzanie dużych zmian dla aktywnych graczy, zamiast oglądać się na nowych”. Oczywiście szanuję zdanie Maćka, ale się z nim nie zgadzam. Bo jak GWINT ma poszerzać bazę graczy, skoro ciągle ta gra jest wielkim placem budowy? Ciągle coś się zmienia w jej kręgosłupie (secie podstawowym), ciągle coś trzeba przestawiać, nerfić. Byłoby to normalne, gdyby zmieniano do 10 kart na jeden patch, a tutaj mamy ciągle mnóstwo przetasowań i reworków. Ciężko nadążyć za takim tempem, gdy włącza się grę raz na jakiś czas. A takich graczy jest co nie miara – przecież to standard w każdej grze multiplayer, że „prosów” czy weteranów jest mniej niż szaraków. Jeśli GWINT nie będzie przyciągał tylko odstraszał tych drugich, to po co utrzymywać serwery, skoro gra nie osiąga powiększenia bazy graczy? Czy „syte koty’ z pełnymi kolekcjami będą w stanie utrzymać tę grę, płacąc za preordery i Bibeloty? Nie sądzę.

Kontynuując moja gorzką krytykę, coraz mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że te 2 lata bety nie miały żadnej wartości, ani żadnego znaczenia. Popełniane są podobne błędy (czy to w balansie, czy to z bugami), a dochodzą także nowe (patowa sytuacja na profesjonalnej scenie, Artefakty). Tak jakby Homecoming był tak naprawdę betą GWINTA 3.0, a przecież 23 października 2018 roku mieliśmy dostać gotowy produkt. Tak, deweloperzy informowali, że gra nie będzie w optymalnym stanie na premierę, ale to nie może być uznane za zasłonę-niewidkę, która rozłoży nad „cedepem” parasol ochronny – w liście z kwietnia była mowa o tym, że dostaniemy już pełną wersję gry, a tymczasem do 1 year anniversary zostało 2 miesiące i nadal są wprowadzane gruntowne zmiany w core rozgrywki. Normalnie poczułbym się oszukany, lecz przez sympatii do Redów, zmiany w szefostwie i poprawiającą się kondycję gry nie mam powodów, by to przyznać.

Czyja wina?

Oczywiście wina za to wszystko nie leży po stronie obecnego szefa projektu i jego zespołu, bo to oni tak naprawdę wydźwignęli tę grę z dołka. Wina leży po stronie tych, którzy podejmowali decyzje przy wydawaniu Homecoming. Dlatego teraz deweloperzy ciągle muszą coś naprawiać, gdyż nawet sam Jason w ostatnim wywiadzie przyznał, że nie miał większego wpływu na design Homecoming. Teraz zmienia grę na lepsze, za co go szanuję. Po prostu piję do tego, że GWINT: Homecoming został wydany, gdy ktoś inny był u sterów, przez co teraz gra jest mocno zmieniana z każdym patchem, a to burzy stabilizację i poczucie, że gra w końcu jest w pełni kompletna. Sumując ten całe moje chaotyczne stanowisko – podobają mi się zmiany (w większości), ale nie podoba mi się to, że premiera Homecoming okazała się z perspektywy czasu fiaskiem, który nie dał żadnego poczucia stabilizacji i zamiast tego okazał się być zapowiedzią kolejnych diametralnych zmian. Jest to o tyle frustrujące, że były 2 lata bitej bety! Mniejsza jednak o to, bo na ten moment zespół GWINTA podąża we właściwym kierunku – brakuje tylko chłodnej głowy i analizy z poprzednich iteracji GWINTA (przynajmniej ja tak sądzę).

Dlaczego taka krytyka?

Gdyby gra była w becie, nie napisałbym ani słowa. Ale okres ochronny się skończył, skończyły się testy. Po prostu wzburza mnie, jak widzę że coś, co powinno być fundamentem (czytaj: set podstawowy), co powinno tworzyć tożsamość i serce gry jest ciągle zmieniane. Owszem, te zmiany są w porządku. Tylko czemu tego nie było na premierę? Czemu dopiero po Krwawej Klątwie się zorientowano, że karty brązowe są do bani i muszą zostać wzmocnione? Można odpowiedzieć: „Bo wtedy jeszcze Slama nie szefował”, „Bo nie było feedbacku”, „Bo za mało czasu te 6 miesięcy”. Rozumiem to. Ale w takim razie ciągle jesteśmy w OBT, a premiera GWINTA tak naprawdę jeszcze nie nadeszła. To pokazuje, jaką porażką okazała się premiera Homecoming. I dopiero gdy stery u projektu przejął Jason Slama (grudzień 2018 roku), sytuacja zaczęła pomału się poprawiać. I chwała mu za to!

Co dalej z GWINTEM?

Całe szczęście GWINT będzie miał jeszcze jedną, ostatnią szansę, aby w końcu zaistnieć – premierę na urządzeniach mobilnych. Teraz albo nigdy.

Przed CDPR jeszcze troszkę czasu na dalsze poprawki w klasyku – teraz już nie mogą się cofnąć, piwo się rozlało, trzeba być konsekwentnym, bo nowi gracze lawinowo napłyną na premierę mobilki. Wszystko musi do tego czasu grać jak w zegarku – oby tylko nadchodzący dodatek nie stworzył kolejnych problemów i nie zainicjował kolejnego efektu domina zmian w zestawie podstawowym. Bo ja już sam mam powoli mam dość uczenia się tej gry od nowa, raz po raz. Niestety aktualizacja 3.1 nie daje przesłanek by myśleć, że sytuacja szybko się unormuje.

Znalezione obrazy dla zapytania gwent on mobile


Prośby Karczmarza

I jak znajdujecie najnowszy wpis w Karczmie? Co japę rozdziawia? Tak, do Ciebie mówię! Podjadłeś? Popiłeś? Dowiedziałeś się czegoś ciekawego? No! To bardzo dobrze, a teraz bądź tak miły i doceń starania starego Karczmarza dołączając do naszej wesołej kompanii! 

R E K L A M A
zvr
Twoja reakcja